środa, 30 marca 2011

Prezentuję obiecane fotki foliaka (wymiary ok. 6x4m) i zagrody dla kurczaków na piętrze świronka. Obie rzeczy wymagają jeszcze wykończenia, bo przecież czym byłby foliak bez folii?



Realizacja przedstawionych inwestycji była możliwa dzięki pomocy Tadka i Pawła - Dzięki! :D :D

poniedziałek, 28 marca 2011

Puszki, puszki, puszki

Tak przedstawia się na chwilę obecną zapas puszek do konstrukcji półek:


Mogłabym wyposażyć supermarket ;P
Weekend był napięty, bo trafiła się wycieczka do Warszawy, jak zwykle na szybko - dużo do załatwienia, a czasu mało.
Zestresowała mnie sąsiadka, bo zaczęło jej przeszkadzać, że Cygan do niej łazi na podwórko. Przeszkadzać, przeszkadza, ale kleszcze mu wyjmuje, zamiast go przegonić. A ja potem go sprawdzam i się dziwię, że taki kudłaty, a nie ma ani jednego krwiopijcy :/
Poza tym pies jest od jej rodziny i zanim się na mnie obraziła, miał do niej wstęp wolny i nawet chwaliła się, że ją zna dłużej niż mnie. To jak pies ma do niej nie chodzić?

A tutaj migawki z życia parapetu. W skrzynkach są poziomki, róża lada chwila zakwitnie. Pięknie się zregenerowała, po tym jak ścięłam ją praktycznie do zera z powodu przędziorka czy innego szajsu. A w dużym pojemniku kiełkują holenderskie tulipany.
Dziś koledzy pospawali mi stelaż na foliaka. Fotka będzie jutro. Teraz tylko folia na wierzch i będzie pięknie :)


Na koniec dodaję do listy zadań następujące punkty:

10. robić zdjęcia ;)
11. uszykować zagródkę dla jednodniowych pisklaków, które będą 13 kwietnia

wtorek, 22 marca 2011

Ucieszyłam się dziś, bo śnieg odtajał i ukazał drzewka owocowe w pełnym komplecie :) większość przeszła cięcia kosmetyczne z inicjatywy zajęcy i in. ale raczej puszczą pędy.

Chciałabym przesadzić rokitnika za piwniczkę. Nie wiem, czy teraz czy później się za to zabrać. Wydaje mi się, że najlepiej jak tylko ziemia będzie wystarczająco odmarznięta... a, i kiełkuje pierwsze cebulowe coś przed domem.

Jutro przeprowadzę reanimację rozsady poziomek, którą Sara zwaliła z parapetu.

A w ogóle oto plan na wczesną wiosnę:

1. pomalować pręty i stelaż od foliaka, a potem je zespawać i mieć szklarnię
2. zebrać ładne otoczaki, które zostały po robieniu oczyszczalni
3. zebrać połamane gałęzie i rozdysponować - część na kompost, część tam, gdzie trzeba
4. zacząć szlifować okna w drugiej połowie domu i ustalić kolor
5. zainteresować się schodami i ścianą przy nich (wiem, że tajemniczo brzmi ;) )
6. zrobić w piwniczce i w świronku półki wsparte na żmudnie zbieranych przez zimę milionach puszek psiego żarcia ;)
7. ulepić seedballsy i rozsiać
8. ogarnąć ogrodzenie pastuchowe i ogrodzenie zagajników - pręty kupić, pociąć, wkopać i zastanowić się co dalej
9. przesadzić rokitnika

Dobra, na razie wystarczy, bo jak się zanadto rozpędzę, to sama siebie nie dogonię, hihi!

niedziela, 20 marca 2011

Wczoraj nastąpił błąd w matrixie, bo za oknem zobaczyłam ŚNIEG :(
Myślałam, że odszedł bezpowrotnie, a tu taka skucha.

Dziś kolejny szczeniak poszedł w świat. Ten był mój ulubiony, bo jak wszystkie biegały za Sarą i Cyganem, on zostawał ze mną. Jako jedyny ma pyszczek Sary i dojrzałe spojrzenie ;P
Kurcze, mam nadzieję, że będzie mu dobrze. Została jeszcze suczka. Kto chce?

Kicia po zabiegu już wróciła do siebie - śmiga, goni Sonieczkę i za nic ma dziurę we własnym brzuchu.

No dobra, to był tylko taki krótki update, znikam ;)

piątek, 18 marca 2011

Dzięki, że o mnie pamiętacie :) :)
Wiosna idzie jak nic i kiełkują plany. Zaczęłam malować pręty do foliaka, a jak śnieg całkiem stopnieje, odgrzebię stelaż wojskowego namiotu (który kupiłam, jak się okazało niekompletny i stąd te pręty ;) ) i powstanie szklarnia.
Kupuję akumulator do moto i już niebawem będzie można śmigać!
A w sobotę oddaję drugiego szczeniaka, jutro wszystkie będą już zaszczepione i z psimi książeczkami. Kicia dziś była sterylizowana, co korzystnie wpłynie na populację niechcianych kotów.

Z przykrych wieści to rozjechałam zająca... Nawet nie pamiętam czy wybiegł z lewej czy z prawej. Widziałam pędzące uszy i od razu trzask. Szukałam go dwa razy, ale już było ciemno i musiał dalej odbiec zresztą z moją przednią tablicą rejestracyjną. Nie wiem, czy to możliwe, bo tak przydzwonił, że jak dla mnie trup na miejscu, ale może przesadzam. A może nie było żadnego zająca.. Jeśli był, to szkoda zwierzaka.

Próbowałam u kolegi miodu lipowego i kurcze, rzeczywiście się różni od wielokwiatowego. Poza tym, że jest jaśniejszy, to też mniej cierpki i o gładszej konsystencji. Bardzo smaczny. Kiedy wspominam o miodzie, to wszyscy automatycznie zaczynają o nalewkach. Widać naród ma tylko jedno w głowie. A moim zdaniem wódka i spirytus jest paskudna i nie ważne, ile ziół, malin, cytryn, pigwy czy czego tam jeszcze się do niej nawali. Zawsze wykręca pysk. Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś ;P

wtorek, 15 marca 2011

heeej... wiosna!!!!

No to jestem, znów "po latach" ;)
Wiosna już w powietrzu, jest pięknie i słonecznie! Chciałam wrzucić jakieś fotki, ale folder ze zdjęciami chyba się zawirusował, bo działa jak na starym kompie 486.. Nie znoszę komputerów!!!

Z multimedialnych atrakcji mogę podać jedynie link do zdjęć psiaków, znanych również pod nazwą pandy i piranie. Od czasu ich zrobienia maluchy wyraźnie podrosły, brykają po podwórku z mamusią i tatusiem. Dziś byliśmy wszyscy na spacerze po włościach. Z radością stwierdziłam, że drzewka owocowe nie są aż tak przetrzebione przez zające, jak się obawiałam. Czubki zgryzione, ale po bokach zostały oczka. Klony przy drodze nieco zwichrowane przez pług, podobnie jak iglaki przy wjeździe, ale raczej się wyliżą.

Zapisałam się do koła pszczelarskiego i w kwietniu z pomocą przyjaciół planuję zdobyć pierwsze ule :D

Na przełomie marca i kwietnia trzeba będzie ukręcić seedballsy z nasionami roślin na zielony nawóz. Nasiona już kupione na jarmarku, po 5kg: facelia, koniczyna biała, lucerna i seradela, którą kupiłam niechcący zamiast sparcety :/ u pszczelarzy zamówiłam jeszcze grykę i kupiłam 0,5kg.. co to było? a, nostrzyk. Więc zapasy po pachy, ciekawe co się najlepiej przyjmie. Chcę poprawić glebę w zagajnikach i w miejscu przyszłego sadu owocowego. Nie mogę się doczekać, kiedy wychyną tulipany i hiacynty, które posadziłam na jesieni. Teraz dokupiłam anemony, lilie, mieczyki i dostałam w prezencie tulipany prosto z Holandii (dziękuję, Ciociu!!) :)

Samochód lekko się posypał zimą, ale może jeszcze trochę pojeździ. Na razie z biegów brakuje tylko trójki ;P Bilans zimowy: urwany tłumik, dziura w plecionce tłumika, pęknięta sprężyna amortyzatora (ale to już chyba dawniej, tylko zaczęła dawać o sobie znać) i zajechane łożyska przednie (już trzy lata temu były podobno do wymiany). No i ta skrzynia. Ale nic to, mam już na oku kolejną ofiarę ;P

Jak tylko odtajały śniegi, Sonieczka wybrała się na polowanie na myszy. Kicia na razie nie bardzo garnie się na dwór.

W kwietniu zaczyna się w Parku program na kury zielononóżki - będą do kupienia jednodniowe pisklaki. Szczeniaki będą już rozdysponowane i moce przerobowe pójdą w drób. Czytałam w jakiejś mądrej książce, że takie kurki co trzy dni karmi się twarożkiem z czosnkiem i czymśtam jeszcze. A w ogóle, to w pierwszym tygodniu powinny jeść pięć albo sześć razy dziennie. Więcej zachodu niż z psami, biorąc pod uwagę, że podczas karmienia gapiłam się godzinę na te maluchy. Jak z kurami będzie tak samo, to dnia nie starczy ;D hahaha!

A teraz dla wytrwałych, którzy nadal czekają na link do zdjęć piesków, oto
on.

Udało się spacyfikować wirusa, więc ślę wczesnowiosenne fotki:



wtorek, 21 grudnia 2010

Poniżej fotki z akcji odśnieżania. Trwała od godziny 12 do 15-16... Chłopaki znów się zakopali, a drut od pastucha i słupki są już tylko wspomnieniem...
Zaniosłam im kawę i pytam, czy nie lepiej przyjeżdżać czymś lżejszym. Powiedzieli, że przy taaaakich zaspach to nic lżejszego nie da rady przejechać. Mam inne zdanie, zwłaszcza że koparko-ładowarka, która przyjechała wyciągnąć odśnieżarkę śmigała jak mały gokarcik.
Zresztą, jak zaspy za duże, to może warto częściej przyjeżdżać i odśnieżać na bieżąco ;P

Ogólnie nieźle zasypało i zawiało. Bilans poprzedniego tygodnia jest następujący:
ślizganie na drodze publicznej - 2
wjazd w zaspę - 2 (raz sama się odkopałam, za drugim razem był rów i trzeba było mnie holować)
oberek 180 stopni - 1

Dzięki wskazówkom kolegów coraz lepiej sobie radzę. Okazało się, że przy oberkach na ręcznym niepotrzebnie odpuszczam gaz, a taranując zaspę niepotrzebnie wbijam się uparcie jak najdalej, zamiast odpuścić i cierpliwie bujać się w przód i w tył, żeby rozjeździć teren i przeć naprzód. To ostatnie ćwiczyłam wczoraj wieczorem, kiedy zawiało drogę i sprawdziło się rewelacyjnie :)

Na pierwszym zdjęciu widać mój samochód, a raczej czapę śniegu na dachu - tuż nad pokrywą śmietnika. To mój zimowy parking, bo z odśnieżania podwórka zrezygnowałam. Może za jakiś czas poproszę jakiegoś sąsiada, żeby rozgarnął śnieg, ale na razie jest OK.



A to lodowe sople w świetle księżyca. Na dworze wbrew pozorom nocą jest bardzo jasno, aż miło pospacerować.